Momencik

Czekaj na odpowiedź servera..

Uwaga

  

Forum Margonem > Publicystyka > Powieść o czarnym bananie

[Przeszukaj temat] [Dodaj do ulubionych]
Koniec strony Strona: [1]

Femitarix

27080
196
Wstęp:
Witajcie, postanowiłem upublicznić zapiski, które miały początek przed paru laty, jednak nie dawno starczyło dość motywacji aby zakończyć tą swojego rodzaju książkę. Opiera się w dużej mierze na świecie w Margonem oraz nawiązań co do wydarzeń w moim klanie. Podkreślam, że nie jestem zawodowcem w tej dziedzinie, jednak chętnie poznam opinie jak i zalecane poprawki odnośnie tego tekstu. Cała akcja odbywa się bardziej w czasie przyszyłym, jednak zawiera autentyczne wydarzania. Na razie daję pierwszy fragment, jeśli komuś podpasuje dodam kolejny. Z góry dziękuję za przeczytanie.


Nad rozległą równiną pokrytą ubitym piaskiem dął lekki wietrzyk. Tu i ówdzie sterczały czarne wulkaniczne skały. Horyzont ze wszystkich stron wyglądał tak samo, monotonny i jednostajny. Po płaszczyźnie kuśtykała powoli jakaś postać. Wędrowca spowijał wystrzępiony szkarłatny płaszcz, włożonym na łuskową zbroję. Twarz przysłaniał kaptur, chroniąc przed wirami obłoków piasku. W prawej ręce dzierżył stary próchniejący kij ze żłobieniami, służący za laskę. Szedł naprzód, przy każdym kroku zostawiając głęboki ślad. Na niebie rozbłysło słabe, srebrne światełko przypominające miraż odległych gór. Wędrowiec dotarł do podstawy granitowego monolitu i stanął.
- Widzę, że nadal jesteś z nami Femi. -rzekł przybysz.
Wtem powstała postać przycupnięta u podstaw menhiru.
-Ja też się cieszę, że cię widzę Aoves. Co cię sprowadza?
Przybysz odwrócił się plecami, spoglądając na równinę.
-Czy pamiętasz? - zapytał.
W jednej chwili w głowie Femitarixa pojawiło się setki myśli:
- Tak szmat czasu minął, jednak uczucia wciąż się we mnie przelewają. Świat, który chciałem stworzyć już dawno upadł. Przyszłość już nie należy do tych, którzy zawierzają swoim nadziejom. Klan, który traci pamięć przestaje być klanem, staje się jedynie zbiorem ludzi walczących o teren. Łatwiej ludzi ogłupić niż przekonać, że zostali ogłupieni. Człowiek, który dla interesu poświęca swój honor, traci i swój honor i swój interes. Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę mieli i tak. Najbardziej obcy stali się dla mnie ludzie, których kiedyś kochałem. Fałszywe uśmiechy, prezenty, obietnice i czekanie na coś, co nigdy nie nadejdzie. Straciłem rozum, tonąc w marzeniach.
- Mimo że masz dość, to jednocześnie coś nie pozwala Ci się poddać. Czego się boisz? - zapytał
-Boję się tego, że będę zwykłym, szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym. Także tego, że nie będę w stanie dawać radości osobom, które kocham. Boję się życia. Zwykli wrogowie nie są groźni. Zniszczyć mogą mnie ci, którzy kiedyś byli moimi przyjaciółmi. Radzenie sobie z bliskimi wbijającymi nóż w plecy to jedyna rzecz, jakiej się nie nauczyłem. Najgorzej zawieść się na tych, w których widziało się tak dużo, wierzyło co nie miara i broniło całym sercem. Stoję nad przepaścią, wszystko żyje dookoła a ja nie.
-Przestań się martwić rzeczami, na które nie masz wpływu. Żyj życiem, dając innym żyć. Spokojni są panami życia. Słyszą, widzą i milczą. Żyją długo, albowiem kultywują spokój zewnętrzny. Mają wszystko, co trzeba, bo nie zabiegają o rzeczy zbędne lub cudze. Zachowują serce spokojne, bo nie przejmują się niczym. Wojna zabija w ludziach ich ludzką część duszy. Odbiera uczucia, honor i co najważniejsze wiarę w słuszność.
-Być człowiekiem honoru, to znaczy wypełniać wiele czynności pracy z poczucia obowiązku, wewnętrznej powinności, nie zaś ze względu na przewidywane korzyści. To znaczy nie zawodzić pokładanego przez nich zaufania i czuć się związanym podjętymi przez siebie obowiązkami. Ludzie są po to, aby ich kochać rzeczy, aby, je używać. Niestety w tych czasach jest kompletnie na odwrót. Gdy nie mają do Ciebie żadnego interesu, udają, że nie istniejesz. Zastanawiałeś się kiedyś czy gdybyś stał nad przepaścią, byłby ktoś kto nie pozwoliłby ci skoczyć?
-Sekretem zdrowia, jednakowo umysłu, nie jest zamartwianie się przeszłością, ale rozsądne dysponowanie chwilą obecną. I ja tęsknię za tym wszystkim, co było kiedyś. Jednakowoż co daje ci przesiadywanie tylko w tym kręgu?
-Po prostu płacę za swoją głupotę, za swoją dumę i honor. Będę płacić zawsze. Bo zawsze to, co w nas, we mnie pozostanie. Nienawidzę wszystkiego. Każdego pustego słowa sugerującego, że chce być moim przyjacielem. Każdej sekundy, w której dawali mi nadzieję. Stanie naprzeciw tyranii było formą wolności. Teraz pieniądz stał się nową formą niewolnictwa. Tak bardzo żałuje straty tego, co kochałem, że nie chce stracić wszystkiego. Nie jestem smutny, że odeszli. Boli mnie to, że uwierzyłem, iż nie byli tacy, za jakich ich miałem.
-Jeśli z premedytacją planujesz, by nie wykorzystać w pełni swojego potencjału muszę cię ostrzec, będziesz nieszczęśliwy do końca swych dni. Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. Pamiętaj kto był, kiedy nikogo nie było. Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa. Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów. Tylko niemożliwe jest warte wysiłku.
- Obieramy w życiu wiele dróg, zazwyczaj żadna z nich nie okazuje się być tą właściwą.
- To może inaczej, on wrócił Femi.
Te słowa wyraźnie poruszyły Femiego. Nie potrzebował wyjaśnień, kogo ma na myśli Aoves. W całej historii był mu znany tylko jeden osobnik przekraczające wszelkie normy społeczne. Wszystko to, czym lub kim był, wynikało z jego myśli, to właśnie nimi tworzył świat. Nigdy nie interesował go rozwój czy bogactwo, liczył tylko na uwagę innych. Z tych powodów uznany za wariata i wyśmiewany. Jednak nie sposób dostrzec, że potrafił zjednoczyć klany, by wspólnie porzucić działania wyłącznie dla zysku i ruszyć w poszukiwaniu przygody. Tym razem zaintrygowało go coś, co zdarzyło się tak dawno, że mało brakowało, by tego nie rozpoznał. Przyczajona zapowiedź zmiany.
-Nadszedł ten dzień, że znów wstanę wśród tłumu.

I tak Femiatrix stawił czoło temu, przed czym się tak usilnie skrywał. Sytuacja była jeszcze gorsza niż pamiętał. Chamstwo, pazerność opanowało okoliczne tereny a w mieście roiło się od oszustów oraz żebraków.Przedzierał się przez tłumy zepsutych i gnuśnych ludzi, wśród terenów, które pamiętał z nikłych wspomnień z dawnego życia. Zatrzymał się w pobliskiej karczmie "Pod rozbrykanym niziołkiem" licząc, że mocne trunki zniweczą niesmak odnośnie do tego, jak zmieniły się czasy oraz w nadzieji na uzyskanie informacji na temat bytu, który znów miał wszystko odmienić. Nadał sobie irracjonalny przydomek o nazwie Czarny Banan. Pojawił się nagle, nie wiadomo skąd i włócząc się wśród ludzi zadręczał ich niekonwencjonalnymi pytaniami. Z czasem jego upór zaciekawił co niektórych szukających czegoś innego i wgłębili się w opowieść, którą chciał przekazać. Banan sprowokował cel, którym był on sam. Nikt tego tak wtedy nie postrzegał, ale poświęcił się czemuś, by zbudować własną historię. Skutecznie docierał do osób, które chciały go słuchać, tym samym zyskując coraz więcej popleczników. Jako złoczyńca musiał promować władzę oraz zniszczenie, ale przedstawiał to w taki sposób, że większość zainteresowanych zdecydowała się to zniweczyć. Jednak zadbał o to, aby nie było to takie łatwe wbrew pozorom to on tworzył zasady no i też o dziwo znaleźli się tacy, którzy mimo wszystko stanęli po jego stronie frontu. Dzięki temu owe grupy działały wspólnie w tej sprawie, nawet wtedy kiedy nie było głównego prowokatora. Bo tak naprawdę siła zawsze była w drużynie i wspólnie można stworzyć coś pięknego, jeśli nie zapomnieć, że warto. Trzymając się razem tworzyli coś więcej niż zbiór przypadkowych ludzi, wymieniali doświadczenia, pomysły, opinie czy też wspólnie się bawili. Tworzyli więź, która byłą dla nich bliska jak rodzina. Niestety nic nie trwa wiecznie i nie mogli ciągle dążyć do celu bez końca. Przeszli na tyle dużo, że ten, który miał odejść w końcu musiał to zrobić wierząc, jednak że będą w stanie poradzić sobie bez niego. Jednak nie zawsze tak było, czas niweczy wszelkie relacje oraz wspomnienia. Zaangażowani przyjaciele ponownie poszli we własną stronę szukając wrażeń, które nigdy nie nadeszły. Powoli stopniowo wszystko wracało do tej jakże znienawidzonej przez Femiego normy gdzie każdy widzi tylko siebie. Pomimo wszelkich starań ciężko było się dostosować do potrzeb współczesnego świata, dlatego starał się możliwe jak najdłużej utrzymać motywację, do czasu, aż znalazł kogoś, kto był w stanie go zastąpić, gdy on już tracił motywację do tego. Tym kimś był właśnie Aoves. Stary druh, który wyznawał te same wartości co on i również był członkiem dawnej drużyny. Był okres, że działali wspólnie z namiastką tych, którzy nie zapomnieli co naprawdę ma znaczenie. Przyjaźń nie polega na tym, aby wzajemnie się sobie przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku. Niestety, z każdym dniem te działania nie przynosiły zamierzonego efektu, pogłębiając samotność oraz utratę sił do dalszych starań. Tak też, gdy zostali tylko we dwójkę pośród tych, którzy ich nie rozumieli,a tylko chcieli wykorzystać. Femitarix pewnego dnia pod wpływem niezależnych wydarzeń zdecydował odciąć się od tego licząc na to, że to nie on znajdzie to, co zostało utracone, lecz na odwrót. Mijały lata, a było coraz gorzej. Iskra, którą kiedyś wykrzesali nigdy nie zgasła, potrzebowali jedynie przewodnika, który porzuciłby dobra materialne na rzecz zabawy. Tak też po wielu dniach powrócił ten, który kiedyś pełnił tę funkcję. Femi wciąż się dziwił ile był w stanie osiągnąć, ktoś niemający nic poza słowami ubrany wyłącznie w poszarpany stary czarny płaszcz skrywający jego ciało, aby wzbudzić zainteresowanie i najpewniej skryć jego wizerunek. Z drugiej strony wiedział, że nie jest to proste zadanie nawet dla niego, dlatego zdecydował się pomóc mu w tej sprawie. A gdzie najlepiej uzyskać informacje jak w karczmie. Także usiadł przy pobliskim pustym stole co nie było problemem, gdyż jak zwykle teraz wszyscy dążyli do zysków niż przyjemności. Przywitała go jedynie z uradowaniem prosta mieszczanka pracująca jako kelnerka w bordowej bawełnianej sukni o blond włosach.
- Witaj strudzony wędrowcze czego byś sobie życzył? -spytała podchodząc.
- Witam, zdam się na panią w wyborze dobrego trunku, byle mocnego. Od razu prosiłbym też o całą butelkę i by łaskawie dotrzymała mi pani towarzystwa przy stole, aby porozmawiać. - rzekł
Karczmarka wyglądała na zaskoczoną takim podejściem. Przywykła widocznie do klientów, którym nieustannie się gdzies śpieszyło i zamawiali jedynie szybkie dania na drogę. Zaintrygowana, przyniosła zamówienie i usiadła naprzeciwko Femiego, po czym spytała:
- Co cię sprowadza do Ithan panie? Widać, żeś przebył długą drogę.
Femi od razu sięgnął po butelkę nie śpiesząc się z udzieleniem odpowiedzi, biorąc przed tym duży łyk gorzały. Chciał rozważyć jak skrupulatnie sformułować pytanie:
- Czy był tutaj ostatnio ktoś dziwny? Ktoś, kto się wyróżniał?
- Chciałabym, aby tak było, ale odkąd pamiętam panuje tutaj dość nudne życie, ale ostatniej nocy podsłuchałam rozmowę strażników, którzy wpadli na piwo o jakimś wariacie krzyczącym coś o bananach.
Wbrew opinii karczmarki te słowa zadowoliły jego ciekawość, bo zrozumiał, że wieści się rozchodzą, na co właśnie liczył. Jednak nie dał po sobie tego poznać, tym bardziej że właśnie dołączył do nich Aoves. Na ich widok ucieszony rzekł:
- Widzę, że wróciłeś do starych nawyków przyjacielu.
Ten świadomy, że na razie muszą zachować pozory, aby nie ujawniać ich prawdziwego celu odpowiedział jak należało:
- Alkohol i kobiety nigdy nie wychodzą z mody, siadaj im więcej towarzyszy tym weselej.
Przybysz nie dał się długo prosić, zajął miejsce kelnerki, którą posłał po zmyślnego drinka, żeby mogli wzajemnie obmyślić dalszy plan działania.
- To, co może partyjka w karty jak za dawnych lat.
Femi wiedział, że nie muszą się śpieszyć do zmroku zostało jeszcze kilka godzin.
- Wiesz, że zawsze cenie sobie wszelkie sugestie.
Edytowany 04:06:37 2.9.2017 przez Femitarix
2017.08.30 23:12:31
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:39874458

Zdzislawek ch

2101439
15777
Usuń centrowanie, bo słabo to wygląda.

Przecinki stawia się w ten sposób:
słowo, słowo
A nie tak:
słowo ,słowo
2017.08.31 09:52:26
Ocena: 2
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:39875875

Drailer

13593
400
Tytuł przyciąga. Zamysł ciekawy. Technika dobierania słów jest trochę oczowstrętna, za dużo tego. Nie poddawaj się. Twórz dalej, nie ważne co, gdzie, jak dobre, jak słabe, po prosu twórz. Pozdrawiam serdecznie, chętnie spojrzałbym na dalszą część. Miłego wieczoru.
2017.11.21 22:08:35
Ocena: 1 :: Oceń wypowiedź:
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:40301023

Femitarix

27080
196
Wstępna informacja:
Zdaję sobie sprawę, że mogą występować błędy czy nieścisłości. po to upubliczniam swój tekst aby je poprawić, gdy sam je dostrzegę lub z pomocą innych. Dziękuje za wszelkie uwagi. Specjalnie dla Drailer'a. kolejny fragment. Przepraszam za opóźnienie.



Niesamowite jak czas leci przy dobrej zabawie. Nieustanne picie procentów oraz granie znużyło dwójkę przyjaciół. Tymczasem w mieście zapadła noc, a ze zgliszczy drzew wyłoniła się postać ubrana na czarno. Nie wyróżniałaby się zbytnio od grasujących łupieżców, gdyby nie to, że nie szukał złota, tylko próbował zagadać losowo napotkanych podróżników. Jego typowym pytaniem było:
- Czy chcesz zobaczyć mojego banana?
Co wzbudzało różne reakcje zwykle agresje czy wyzwiska w jego kierunku, jednak wzbudzał zainteresowanie, na co liczył. Problem stanowił fakt, że głównie to straż zwracała na niego uwagę zakładając, że jest pod wpływem jakichś środków lub lichwiarzem. Coraz głośniej robiło się o dziwacznym przybyszu, który opowiada niestworzone historie. Co niektórzy nawet specjalnie wyszli z domów aby posłuchać co ma do powiedzenia ów wariat zwykle po to, aby drwić z niego. Jednak jak to bywa na świecie są osobnicy wyjątkowi, którzy lubią rozmawiać, a w obecnych czasach ciężko było o to także nawet i z kimś takim potrafili pociągnąć temat. W końcu owe plotki zaszły dość daleko, aby dotrzeć do uszów starych poległych osobników, którzy pamiętali to, gdy wspólnie stawali przeciw niemu, ale rozeszli się, gdy na to przyszła pora. Tak też po tak długim czasie ponownie spotkali się z przyjaciółmi imieniem Wehomir oraz Lingnorac. Nie było końca wymiany wspomnień czasów, gdy działali razem. Ciekawość przyciągała coraz więcej osób do miasta A ci, którzy próbowali go odnaleźć jako pierwsi, o dziwo nie mogli odnieść sukcesu. Lecz Femi nie sprawiał wrażenia zbytnio przejętego z tego powodu. Jego głównym miejscem przebywania stała się karczma, która była teraz oblegana przez grono zainteresowanych jego opowieściami na temat banana i pijąc kolejne stawiane kolejki piwa. W nocy znikał w jednym z pokoi, które otrzymali za darmo w zamian wdzięczności przyciągnięcia tak licznych klientów. Jednak Aoves nie był zadowolony z takiej formy sytuacji. Wolał podróżować, walczyć niż ciągle się bawić i rozmawiać. W końcu zdecydował się pomówić na ten temat na osobności w nocy, gdy Femi udał się odpocząć. Jednak ku jego zaskoczeniu nie zastał go tam, a jedyną drogą wyjścia było uchylone okno znajdujące się na piętrze budynku. Wyjrzał przez nie w poszukiwaniu przyjaciela, ale ujrzał coś, czego się nie spodziewał. W oddali ujrzał biegnąca wzdłuż uliczek czarną postać, w której od razu rozpoznał tego, kogo szukali.
Aoves zbliżał się do miejsca, gdzie ujrzał swój cel, mimo że stracił go już z oczu nie poddawał się. Zdawał sobie sprawę, że Banan nie jest kimś, kto zwykł uciekać. Rozejrzał się po ulicach miasta. Drogę rozjaśniały tylko rzadko rozmieszczone lampy, umieszczone głównie przy prosperujących domach. Nie pomylił się za kolejnym rogiem z jednych domów ujrzał dwie postacie obok siebie. Rozpoznał w nich bez problemu choć minęło szmat czasu. Jednym z nich była jakże tajemnicza postać tego, którego zwano Bananem jednak to widok drugiej osoby zaskoczyła go bardziej. Była to kobieta jakże swojego czasu znaczące w ich stowarzyszeniu klanowym imieniem Margarita. Jak wielu innych odeszła za trendami rozwijającej się gospodarki. Ale w sercu zawsze zostaje ślad, jeśli jest obok siebie dość długo. Zawahał się przed ruszaniem naprzeciw nim, nie wiedząc co dokładniej ma zdziałać sam. To pozwoliło dostrzec w jakiś sposób jego sylwetkę skrywającą się w mroku przez poszukiwanego i zareagować defensywnie. Niespodziewanie ze znikąd widok przesłoniła gęsta mgła. Aoves od razu rozpoznał w tym czary, banalne jak zawsze w przypadku Banana. Pomimo że sam przedstawiał się jako wielki czarnokśiężnik z jego wiedzą był świadom, że to tylko marne sztuczki. Niestety wiele prostej ludności nie była tego świadoma, ale on studiował magię odkąd pamiętał. Dlatego zniwelowanie zaklęcia nie stanowiło problemu. Jednak jak przypuszczał nie ujrzał w pobliżu już nikogo. Już miał ruszyć w przypuszczalnym kierunku ucieczki postaci w czarnych szatach, ale na bruku dostrzegł pewne zawiniątko. Ciekawość nie pozwoliła długo czekać, aby sprawdzić jego treść. O dziwo zawierała prosty, ale jakże stylowo wykonany wiersz:

Banan nigdy nie odchodzi
może nieraz zwodzi
Banan zawsze coś zaradzi
l Nigdy nie zdradzi
Banan wspomina czule
Wciąż kocha swoją czarnule.


Znalazca był zaskoczony, gdyż nigdy nie postrzegał starego dyktatora jako artystę. Jednak właśnie to słowa były jego największą bronią oraz obietnice, które nigdy nie był w stanie spełnić. Znów tworzył unikalny wizerunek, aby zyskać sojuszników. Ale do czego zmierza? Czy jest zdolny zniszczyć równowagę świata? Na lepsze czy na gorsze? Te odpowiedzi nieustannie mu mąciły w głowie, dlatego musiał złapać autora wiersza jednak nim spróbował drogę zagrodziło mu czworo uzbrojonych mężczyzn odzianych w ciemnych podartych szatach. Aoves od razu rozpoznał w nich najemników, co nie wróżyło dobrze.
- Ej ty! Mroczny władca nie życzy sobie, aby mu przeszkadzano. - rzekł jeden z łotrów zapewne lider, unosząc przy tym miecz w kierunku w jego kierunku.
Mag przeklął siebie za zużycie niemal całej energii do celów lokalizacyjnych. Co uniemożliwiało mu znacznie obronę, z tego względu próbował dyplomacji.
- Nie mam złych zamiarów wobec waszego znajomego, chciałbym jedynie zadać mu kilka pytań.
- Obawiam się, że to nie możliwe, sporo zaoferował, aby zadbano o to, żeby się ciebie pozbyć.
Po tej kwestii najemnik rzucił się na niego machając mieczem od góry licząc na trafienie w krtań i szybki koniec starcia, ale atak został sparowany przez laskę bez której nigdzie się nie ruszał. Parę kolejnych ciosów spotkało ten sam efekt odbijając się od twardego litego drewna. Co skutkowało rozdrażnieniem pozostałych towarzyszy przeciwnika, ruszających z pomocą. Wtedy w umyśle obrońcy zrodziło się przerażenie nagłej śmierci i to za sprawą tego, w którym szukali wsparcia. Nie zamierzał jednak się poddawać, sprawność nie była już tak dobra, jak za lat jego młodości, ale nie mało się nauczył przy wspólnych przyjacielskich treningach odnośnie obrony wręcz dlatego nie myślał o łatwym poddaniu walki. Powoli cofał się z zamiarem uzyskania lepszego pola manewru jednak przewaga liczebna robiła swoje. Najbliższego zdołał dźgnąć zakończeniem swojej broni w podbrzusze co pozwoliło go unieruchomić na, krótki okres jednak trzech kolejnych nie zamierzało czekać. Ostrze jednego z napastników w końcu trafiło w cel i przetarło się niczym masło po nodze Aova. Zadane cierpienie spowodowało powalenie go do pozycji leżącej, jednak wciąż starał się bronić najlepiej jak to możliwe. Co nie przyniosłoby zbytniego sukcesu, gdyby nie to, że gdy już miał zostać zadany ostateczny cios dłoń najemnika została przebita strzałą, którą wyłoniła się z ciemności. Trafiony upuścił miecz krzycząc z bólu i przyciskają zakrwawioną rękę do piersi nie do końca świadom jak to się stało. Zanim pozostali zdążyli zareagować kolejna trafiła prosto w udo stojącego obok przeciwnika. Wbiła się na zanurzając w jego ciele głęboko zakończony stalowy trzonek co go sparaliżowało i pozwoliło Aovesowi ponownie powstać na nogi przeprowadzając przy tym kontratak. Szybkim ruchem trafił jednego ze sprawnych agresorów w tors z taką siłą, że był w stanie połamać żebra po czym obrócił się na zdrowej nodze uderzając czwartego w podbródek zakończeniem laski. W tym momencie żaden z oprawców nie myślał o ataku skupiając się na obrażeniach, jakie otrzymali oraz przewadze, którą stracili. Nie zastanawiali się długo, aby szybko uciec w obawie przed kolejnym bólem. Aoves nawet nie myślał, aby im to uniemożliwić, od lat wyrzekł się zbędnych starć oraz zabijania bez powodu. Przez co domyślił się od razu tożsamości swego wybawcy. Poza tym znał tylko jedną osobę zdolną tak precyzyjnie trafiać do celu z łuku. Był to właśnie Femi, który od urodzenia zamiłowany był w polowaniu. Jak okazało się po chwili, nie mylił się, gdyż z najbliższego dachu drewnianej chaty zsunął się właśnie on.
- Widzę, że zacząłeś zabawę be zemnie przyjacielu.
- To raczej ona znalazła mnie, nie byłoby takiej potrzeby, gdybyś raczył mnie uprzedzić o swojej nocnej wyprawie. Gdzieś ty się podziewał?
- Nie czas na to. Lepiej wróćmy, zanim wrócą tutaj ze wsparciem. Jesteś ranny, wracajmy do naszej siedziby, zbierzemy siły i o poranku odwiedzimy starego znajomego.
2017.12.07 12:37:44
:: Oceń wypowiedź:
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:40387966
Początek strony Strona: [1]

Tylko zalogowani gracze mogą pisać posty

Forum Margonem > Publicystyka > Powieść o czarnym bananie

Podaj powód dlaczego oceniasz post na

Pozostało ważnych głosów na dziś: 0, po przekroczeniu limitu
Twój głos pokaże się przy wiadomości, ale nie doliczy się do reputacji gracza.


* pole nieobowiązkoweLimit znaków 0/50

Zgłoszenie postu do moderacji.
Poniżej możesz podać powód Twojego zgłoszenia.

Pamiętaj, że za bezsensowny komentarz możesz otrzymać knebla i stracić swoją reputację.

Limit znaków 0/150

-- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -
AND grp=0